„Ja jako duszpasterz bez parafian nie miałbym racji bytu.”
- Czyli wywiad z ks. Proboszczem Marianem Jarominem
Ksiądz Marian Jaromin to proboszcz parafii pw. Św. Antoniego w Chorzowie. Urodził się 20.10.1948r. w Kobiórze.
Jego rodzinną parafią jest parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kobiórze. W młodości był członkiem Ruchu Światło-Życie oraz ministrantem.
Ks. Jaromin jest osobą o niecodziennej osobowości, otwarty, pełny zapału. Chętnie pracuje z młodzieżą i dziećmi. Jest bardzo zatroskany o parafian. Chciałoby się rzec ,,kapłan z powołania – takich nam trzeba’’.
Agata Kościuk : Jak to jest być proboszczem w tak licznej parafii?
Ks. Marian Jaromin : Pytanie to jest proste, a z drugiej strony trudne. Być duszpasterzem to piękna misja, gdy biskup mnie posłał do tej parafii oczywiście byłem świadom, że będą trudności, ale wiedziałem, że czeka mnie wiele pięknych chwil, pięknych momentów. Dlatego podchodzę do tego bardzo zwyczajnie, z nadzieją, że jeśli to sprawa Boża to na pewno się uda.
A.K: Czy kierowanie parafią to trudne zadanie?
Ks. M.J: W pewnych wymiarach oczywiście tak. Przede wszystkim samo duszpasterstwo to organizacja życia religijnego i duchowego. Ale posługa duszpasterska to też sprawy dotyczące wymiaru materialnego, te sprawy są dziś bardzo pilne, ponieważ jak wiadomo, nasze budynki parafialne są duże, stąd też kwestia ich utrzymania nie jest łatwa, ale jakoś dajemy radę dzięki ofiarności naszych parafian.
A.K: Jest już ksiądz proboszczem od 10 lat, prawda?
Ks. M.J: W tej parafii, tak jest to jedenasty rok.
A.K: Jak przez ten czas zmienili się parafianie i parafia?
Ks. M.J: Parafia jest cały czas żywa. Każdy rok jest inny, przynosi coś nowego patrząc wstecz. Obecnie następuje taka wymiana pokoleniowa. Dzieci i młodzieży mamy trochę mniej, spowodowane jest to mniejszą liczbą narodzin przez co też zmalała ilość chrztów. Parafia się troszeczkę postarzała, co zmieniło nasz profil duszpasterski. Na szczęście mamy katechezę w szkole, ale trzeba również myśleć o naszych dzieciach i młodzieży. Musimy podjąć się dodatkowych wyzwań, aby teraz i tę młodzież prowadzić do Chrystusa.
A.K: Ma ksiądz jakieś pomysły, jak tą młodzież można zachęcić do kościoła w dzisiejszych czasach?
Ks. M.J: No właśnie, z tymi pomysłami już nie ma tak prosto, czasem jest tak, że jest jakiś pomysł i próbuje się go realizować a efekty są marne… . Bywa tak, że to przychodzi spontanicznie, zrobi się coś i jest! Jest oczekiwana reakcja i to bardzo cieszy. Jeśli chodzi o młodzież, to nie tylko ja, ale i wszyscy księża nieustannie modlimy się za dzieci i młodzież, szczególnie podczas mszy świętej. Są grupy apostolskie, dla młodzieży propozycją jest Oaza, dla dzieci – Dzieci Maryi, ministranci. To wszystko zaczyna się w rodzinie. Z domu wynosi się wiarę, zwyczaje. Właśnie tam zaczyna się życie. Rodzina wychowuje i uczy. Czasami gdy rodzina jest troszeczkę oddalona od Kościoła, przez młodzież i dzieci trzeba dotrzeć do rodziców.
A.K: Czy są duże różnice, czy być może nie ma żadnych różnic w kierowaniu tą parafią teraz – a na początku – 10 lat temu?
Ks. M.J: Większych różnic nie widzę. Jest to parafia wielkomiejska usytuowana w centrum miasta. Wyzwania, jakie niesie tego typu duszpasterstwo, są cały czas na mniej więcej tym samym poziomie. Oczywiście, zauważamy w tej chwili spadek praktyk religijnych. Nie są to jakieś drastyczne zmiany, na tle zmian w Polsce w wymiarze społecznym, ustrojowym czy ekonomicznym. Jednak te spadki praktyk również nas niepokoją. Natomiast w ogólnym zarysie to duszpasterstwo w dalszym ciągu ma ten sam wymiar.
A.K: Jacy są nasi parafianie? W sumie bez ludzi nie można by mówić o ,,żywej parafii”.
Ks. M.J: Prawda, jasne. Dlatego też jeśli chodzi o słowo ,,żywa parafia’’ to też tam napisałem [artykuł o kolędzie – przyp. red.]. W tym wyraża się taki dynamizm, bo tu jest parafia, w której dzieje się wiele pięknych rzeczy. Życie sakramentalne, charytatywne, posługa charytatywna itd. To świadczy o tym, że wielu parafian jest rzeczywiście bardzo mocno zaangażowanych, są to ludzie otwarci, życzliwi, ludzie którzy naprawdę bardzo kochają Kościół do którego należą. Kościół w takim wymiarze jako wspólnota kościoła katolickiego. Jeśli chodzi o wymiar nasz, ten parafialny to jest ta radość. Radość bardzo widoczna, ta duma, satysfakcja po odnowieniu naszej świątyni. Ludzie naprawdę szczerze się tym cieszą. Ta świątynia jest naszą chlubą. Na każdym kroku spotykam się ze słowem uznania czy wdzięczności, co mnie szczerze bardzo raduje. Oznacza to integrację ludzi. Zawarte jest to w słowie ‘’żywa parafia’’. To z całą pewnością nie jest parafia, która umiera. Jest to miejsce które stale się zmienia, rozwija. Zmieniają się ukierunkowania ludnościowe, społeczne – więcej starszych parafian, mniej dzieci. Być może kiedyś znów to się zmieni. Żywi i bogobojni są ludzie, którzy do tej parafii należą i tą parafię tworzą. Ja jako duszpasterz bez parafian nie miałbym racji bytu. Wyszedłbym do ołtarza i kościół pusty… .
A.K: Właśnie. Remonty. Ostatnimi czasy mieliśmy wiele zmian: remont Kościoła, remont krypty, to są bardzo piękne remonty. One jakby wielu ludzi zachęcają, żeby przychodzić, żeby trwać w kościele. Mógłby nam ksiądz opowiedzieć coś bliżej o tych remontach, martwi się tym ksiądz?
Ks. M.J: Parafia to wymiar duchowy, religijny ale też ten wymiar ludzki. Człowiek jest jednością psychofizyczną – ciało i dusza. Pan Jezus zbawia całego człowieka. Wymiar materialny jest również ważny od samego początku. Byłem bardzo zakłopotany, budynki mamy duże, bardzo piękne – jest to obiekt zabytkowy. Żeby to utrzymać oczywiście są koszta. Ale powoli, powoli zmierzamy w dobrym kierunku. Mój zacny poprzednik, ksiądz Jan – proboszcz dużo tutaj zrobił, jak zresztą wszyscy inni poprzednicy. Trzeba to kontynuować. Wszelkie remonty poczynając od dachu dodawały z jednej strony takiego animuszu, jednak były obawy czy dam sobie radę. Jednak parafianie- podkreślałem i podkreślam, stanęli na wysokości zadania składając ofiary. Jestem za to bardzo wdzięczny. Nie lada przedsięwzięciem było malowanie kościoła, tutaj byłem szczególnie zatroskany. Jednak wszystko jak najbardziej się udało. Teraz krypta, ciągle coś nowego. Bardzo w tej kwestii chwalę i podziwiam swoich parafian za ofiarność, życzliwość. To nie tylko ofiary składane na tacę. Były takie przekazywane na konto, czy takie gdzie ktoś poprostu podchodzi do mnie i przekazuje mi jakąś ofiarę, to jest takie niezwykłe. W dalszym ciągu liczę na parafian i z całego serca dziękuję za wszystko. Modlę się za nich, to jest wielki powód, aby modlić się za swoich parafian. Tak samo myślę, że oni się modlą za mnie i za księży, którzy pełnią tutaj swoją posługę duszpasterską.
A.K: W odniesieniu do świątyni i całego budynku, ma ksiądz jakieś plany na przyszłość, co można jeszcze zrobić?
Ks. M.J: Można by było jeszcze wiele zrobić. W tej chwili będą to dekoracyjne rzeczy. W przyszłym roku trzeba by zrobić takie rzeczy jak schody boczne. Kościół ma już ponad 75 lat.., za niedługo będzie 80 lat, więc to bardzo długi czas. Po drodze była wojna światowa i inne wydarzenia, a te schody już tyle zim, tyle różnych oddziaływań atmosferycznych wytrzymały. To jest wielkie przedsięwzięcie, zobaczymy, czy sobie damy radę. W naszym kościele staramy się wszystkie sprawy załatwiać na bieżąco. Można by tak długo wymieniać jeszcze, ale zobaczymy jak to będzie.
A.K: Nasze grupy parafialne. W parafii jest ich bardzo dużo, każdy znajdzie coś dla siebie. Czy ksiądz osobiście stara się interesować, co się w tych grupach dzieje?
Ks. M.J: Tak. Każdy z kapłanów jest tutaj odpowiedzialny za konkretną grupę i właśnie przez nich pytam co się tam dzieje. Gdy nadarzy się okazja, zaglądam na różne spotkania. Bardzo się interesuję co się dzieje u ministrantów, w Oazie w Dzieciach Maryi… . Bardzo mnie to interesuje. Ja jestem odpowiedzialny za Róże Różańcowe. Parafialna Rada Duszpasterska – teraz kolejne spotkanie, mieliśmy małą przerwę z przyczyn obiektywnych. Naprawdę się interesuje co się dzieje w każdej grupie. Nasz dom katechetyczny naprawdę żyje! Tak się nie raz zastanawiam.. w ciągu tygodnia dużo ludzi się tam „przewija’’. Od poniedziałku poczynając, różne katechezy, spotkania modlitewne, bardzo często Odnowa w Duchu Świętym, spotkania katechetyczne dla dorosłych, które sam prowadzę, grupy apostolskie, teraz aktualnie [czwartek, po mszy wieczornej – przyp. red.] jest tam chór. Dużo się dzieje, To jest naprawdę ciekawe. Nawiązując do remontów to teraz wykorzystałbym bardzo kryptę. W marcu czy kwietniu chcę tam zaprosić bierzmowańców, dzieci pierwszokomunijne z rodzicami. Moglibyśmy tam odprawić mszę. Modlę się bardzo za wszystkie grupy apostolskie. To wszystko nie jest tylko po to, żeby sobie było.. . Księża tak samo. Proszę ich bardzo, żeby byli. Nie po to, żeby narzucać, czy dyrygować tylko przede wszystkim, żeby służyć. Bo to bardzo ważne. Ksiądz powinien przede wszystkim służyć.
A.K: A jak zachęciłby ksiądz ludzi: dzieci, młodzież, czy dorosłych.. Wszystkich bez wyjątku do uczestnictwa, do ,,bycia’’ w tych grupach parafialnych i przeróżnych spotkaniach?
Ks. M.J: Przy różnych okazjach staram się zachęcać ludzi. Mam taki zwyczaj, że jeśli chodzi na przykład o ministrantów to nawet w konfesjonale czasami pytam: ,,czy jesteś ministrantem’’, zapraszam. Na kolędzie zachęcałem dorosłych.. . Z ambony to robimy co jakiś czas. Myślę, że w tej intencji trzeba się modlić. Ja tylko jestem sługą nieużytecznym, Pan Jezus musi tutaj zadziałać.
A.K: Teraz takie może trochę inne pytanie:
Interesuje nas również, co ksiądz lubi robić w wolnym czasie, jakie są księdza zainteresowania?
Ks. M.J: No więc, w wolnym czasie, kiedy taki czas mam, bo w ciągu dnia jestem taki bardzo myślę aktywny… .W wolnych chwilach trochę oglądam telewizję, interesuję się polityką, czytam książki. Interesuję się sportem. Zimą jeżdżę na łyżwach. Uprawiam ten sport. Nie tylko, że się tym interesuję. Kiedyś może bardziej tym sportem się interesowałem, w tej chwili może mniej, ale głównie ciekawią mnie takie poważne imprezy jak na przykład mistrzostwa w lekkiej atletyce (ta dziedzina jest dla mnie bardzo ciekawa). Piłka nożna też, w tym momencie to już muszą być te zawody z najwyższej półki, a więc mistrzostwa świata, czy olimpiada. Latem po prostu lubię chodzić, spacerować. Lubię jeździć na rowerze. Lubię również zwiedzać, to znaczy pojechać gdzieś do jakiegoś sanktuarium, czy najzwyczajniej zobaczyć jakieś miasteczko. Z kolegą lub sam.. Lubię także góry.
A.K: Nasze pielgrzymki parafialne. Coroczne. Obecnie do Hiszpanii, czy Francji w zeszłym roku, skąd taki pomysł?
Ks. M.J: To jest mniej więcej tak, że zaczęło się kilka lat temu. Oprócz takich tradycyjnych pielgrzymek na przykład piesza mężów i młodzieńców czy kobiet i dziewcząt do Piekar, dzieci pierwszokomunijnych, pomyślałem, że warto zrobić jedną taka pielgrzymkę gdzieś dalej. Więc zaczęliśmy. Pierwsza pielgrzymka była pamiętam w Bieszczady. Kolejnego roku pojechaliśmy zwiedzać sanktuaria dolnośląskie. Trzecia pielgrzymka była już za granicę – niektóre sanktuaria Czech, Słowacji i Austrii. Następna była Ukraina. Kolejnego roku zwiedzaliśmy od Zamościa poczynając całą ścianę wschodnią i Litwę. Następna w kolejności to była wyprawa na Węgry. W ubiegłym roku byliśmy we Francji. A teraz, jeśli Pan Bóg pozwoli, a myślę, że pozwoli, to pojedziemy do Hiszpanii i Portugalii. To jest taka większa pielgrzymka, taka poważniejsza, nie ma co ukrywać, że to propozycja przede wszystkim dla tych, którzy mają środki na to. Wracając do tematu, w roku ubiegłym byliśmy w Licheniu, tu się od razu wiele osób zgłosiło. W tym roku jeśli Pan Bóg da, to myślę, że w maju albo w czerwcu jeszcze przed pielgrzymką do Hiszpanii, pojedziemy na północ Polski. Tam byśmy pojechali między innymi do świętej Lipki. Chrześcijaństwo to religia pielgrzymów. Wszyscy jesteśmy pielgrzymami do domu Ojca, stąd też u nas właśnie już taka tradycja się zrodziła, że tych wspólnych pielgrzymek trochę mamy do różnych miejsc.
A.K: Co mogą dać takie pielgrzymki?
Ks. M.J: Bardzo dużo. Jeśli chodzi o te wyjazdy zagraniczne to, mają one wymiar przede wszystkim duchowy, religijny. Bardzo integrują grupę. Z drugiej strony zwiedzamy, odpoczywamy. Myślę, że tutaj jest też duża szansa, żeby pogłębić swoją wiarę, swoją osobistą więź z Jezusem Chrystusem.
A.K: Jak ksiądz zachęciłby parafian do udziału w pielgrzymkach?
Ks. M.J: Specjalnie nie potrzebuję ich zachęcać, jeśli chodzi o te krajowe. Ogłaszamy, a ludzie się zgłaszają. Piesze do Piekar- tu zachęcam. Natomiast w sprawie tych zagranicznych jak do Hiszpanii to wiadomo, chodzi również o pieniądze, które wcale nie są małe, ale nie są to też kwoty astronomiczne. Wiadomo, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Zachęcamy przez Internet, z ambony. Modlimy się w tych intencjach. Jest już taka grupa stałych pielgrzymów, którzy od pewnego czasu biorą udział w tych wyprawach. Jest pewny procent uczestników, wymieniających się co roku. Ludzie też zachęcają siebie nawzajem, po pielgrzymce opowiadają znajomym. To również jest zachęta.


